apogeum bezsilności, kurwa.
nawet nie chce mi się od nowa pisać tego wszystkiego. wszystkich myśli, tego, jak, cholernie sobie nie daję rady, jak jest mi ciężko, słabo, jak nie mam żadnego wsparcia, jak wszystko od razu legnie w gruzach, jak mam wszystkiego dość, JAK ZNOWU, CHOLERA JASNA, DAŁAM SIĘ WROBIĆ I UWIERZYĆ, ŻE JEDNAK JEDNA OSOBA JEST WOBEC MNIE W PORZĄDKU.
nie mam zyletki, toteż jeżdżę sobie po ręce cyrklem i zastanawiam, jaki wyryć sobie ślad. toż jak mocniej wbiję, to też boli. przynajmniej tyle.
jest dwudziesta druga, a ja znowu nic nie zrobilam, zdolowałam się jeszcze bardziej i ogólnie gniję w jebanej próżni. błagam, niech po mojej śmierci ktoś wystawi tego bloga na widok publiczny.
CHCĘ DO LONDYNU. PATRZĘ NA ZDJĘCIA Z LONDYNU I CHCE MI SIĘ WYĆ.
zawsze gdzie jestem to tam, gdzie nie mogę być, wydaje mi się być lepiej, weselej, bezproblemowo.
podobno każdy w życiu ma jednego przyjaciela na zawsze.
MOJA PRZYJACIÓŁKO, GDZIE JESTEŚ?
jesteś chinką, eskimoską, włoszką, japonką, brytyjką, kanadyjką, meksykanką, greczynką, szwedką? a moż jesteś chłopakiem? nie wiem, obojętnie kim byś była, kurwa, zjaw się.
and they say, she's in the class A team
stuck in her daydream
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz