boże, czy ja na prawdę aż tak wam przeszkadzam?
nie no dobra, okej, rozumiem, nie lubicie mnie. ALE JAK WAM DO KURWY NĘDZY PRZESZKADZAM, TO MI TO KURWA POWIEDZCIE, NIE WIEM, WYJEBCIE MNIE, COKOLWIEK. nienawidzę gadania za plecami.
piękna akcja dziś była, no tak, umh, pośmiałysmy się, śmihy-hihy, nawet słusznie. a najlepsza jest myśl, że to wszystko, o czym mówicie teraz przy mnie, możecie wykorzystać tak samo przeciwko mnie i ja o tym doskonale wiem. mam dość. nie wytrzymuję, chodzę tam kompletnie z przymusu i wysiadam psychicznie, fizycznie też. nawet wzięłam ostatnio więcej niż potrzeba pieniędzy na klasowe i idę sobie kupić leki na nerwy w piątek. przecież to jest nienormalne, żeby człowiek tak się denerwował.
a najgorsze, że ja wciąż pamiętam, każde słowa, każdą napisaną myśl, i przypomina mi się w takich chwilach. pamiętam, a nie chcę. cóż, bolesne odczucia. jednak nie każdy myśli tak samo jak ja.
przyjaźni nie ma. a jeśli jest, to pokażcie mi ją. ba, a najlepiej dajcie. wytrzaśnijcie kogoś obok, kto będzie na moje zawołanie i będzie mnie rozumiał doskonale. albo nie wiem, kurwa. a chciałam sobie nie dać zniszczyć humoru.
czy ja nie mogę mieć normalnych problemów? czy ja nie mogę mieć normalnych oczekiwań, normalnego mózgu, normalnego toku rozumowania? czy ja muszę być cholernie wymagająca, wrażliwa, nie idąca z prądem?
dlaczego tak cholernie potrzebuję akceptacji, ja, akurat ja?
HOLIDAYS, COME. I DON'T WANT TO LOOK AT ALL OF THEM ANYMORE.
wtorek, 28 lutego 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012
a, tak mi smutno jakoś. znowu.
jestem dziwna. nie wiem dlaczego, ale od razu popadam w jakąś totalną melancholię, depresyjne urojenia, nie wiem. a przecież nikt mi tego wprost nie powiedział. czego oczy nie widzą, nie? a ja jestem jakąś paranoiczką, bo ja już sobie wyobrażam. no, bo pewnie tak jest, ale wolę o tym nie myśleć. z całą pewnością pół szkoły uważa mnie za totalną kretynkę, ale cóż. nikt mnie nie zmusza do kontaktu z nimi, prawda? chyba. nie.
japierdole. dlaczego jak zwykle ja mam takie pieprzone szczęście, że muszę się urodzić nadwrażliwa, tkliwa, licząca się ze zdaniem innym i cholernie potrzebująca wsparcia?
"i have always to be a kind of person who cares about what other people think about me, but i just don't think i am".
no, i tak to. czekam tylko na kolejny bum, na kolejną falę depresyjnych myśli, bo to, że dzisiaj w szkole jeszcze jakoś sobie radziłam, to przecież nic nie znaczy.
GHRHRHRHRHR, GIVE ME HOLIDAYS. ALBO NIE WIEM, CHOCIAŻ PRZERWĘ ŚWIĄTECZNĄ. DO CHUJA PANA, NIE CHCĘ WIDZIEĆ ICH WSZYSTKICH.
4 miesiące. przeżyję?
przeżyję. a od września będę znów wrakiem człowieka.
jestem dziwna. nie wiem dlaczego, ale od razu popadam w jakąś totalną melancholię, depresyjne urojenia, nie wiem. a przecież nikt mi tego wprost nie powiedział. czego oczy nie widzą, nie? a ja jestem jakąś paranoiczką, bo ja już sobie wyobrażam. no, bo pewnie tak jest, ale wolę o tym nie myśleć. z całą pewnością pół szkoły uważa mnie za totalną kretynkę, ale cóż. nikt mnie nie zmusza do kontaktu z nimi, prawda? chyba. nie.
japierdole. dlaczego jak zwykle ja mam takie pieprzone szczęście, że muszę się urodzić nadwrażliwa, tkliwa, licząca się ze zdaniem innym i cholernie potrzebująca wsparcia?
"i have always to be a kind of person who cares about what other people think about me, but i just don't think i am".
no, i tak to. czekam tylko na kolejny bum, na kolejną falę depresyjnych myśli, bo to, że dzisiaj w szkole jeszcze jakoś sobie radziłam, to przecież nic nie znaczy.
GHRHRHRHRHR, GIVE ME HOLIDAYS. ALBO NIE WIEM, CHOCIAŻ PRZERWĘ ŚWIĄTECZNĄ. DO CHUJA PANA, NIE CHCĘ WIDZIEĆ ICH WSZYSTKICH.
4 miesiące. przeżyję?
przeżyję. a od września będę znów wrakiem człowieka.
wtorek, 21 lutego 2012
-
z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok.
jest coraz kurwa gorzej.
gdzie to jest? gdzie są w tym domu te pierdolone żyletki? noga czy ręka, kostka czy udo? a może od razu nadgarstek?
ja pierdolę. chyba będę musiała od nowa zaprzyjaźnić się z tym blogiem.
jeśli przeżyję.
jest coraz kurwa gorzej.
gdzie to jest? gdzie są w tym domu te pierdolone żyletki? noga czy ręka, kostka czy udo? a może od razu nadgarstek?
ja pierdolę. chyba będę musiała od nowa zaprzyjaźnić się z tym blogiem.
jeśli przeżyję.
środa, 15 lutego 2012
xxx
"jedną z osób, która zdecydowała się opowiedzieć o swoich lękach, jest M. nie ujawniamy jej imienia, gdyż o to prosiła. ona z kolei najbardziej boi się... samotności, wykluczenia.
- ciągle porównuję się z koleżankami i widzę, że one są fajniejsze, mądrzejsze, ładniejsze - zwierza się m. - maję lepiej pod wieloma względami. a ja cały czas muszę się starać, żeby o mnie nie zapomniały, jak gdzieś idą czy coś robią. wiem, że im nie zależy na moim towarzystwie, że tylko mnie akceptują. wolałabym mieć grono dobrych przyjaciół (...), ale na razie jest tak, jak jest. i ciągle się boję, że one zobaczą, jaka jestem nijaka, że udaję fajną, a tak na prawdę nie warto się ze mną kolegować. i że mnie odrzucą, a ja będę sama. tego najbardziej się boję. każdego dnia kilka razy sprawdzam na GG, w komórce i na face, czy nie ma jakiś informacji od kogoś. muszę być na bieżąco, bo nikt nie pofatyguję się, żeby mnie o czymś poinformować. czy strach który odczuwa m., jest naturalny? (...)
strach paraliżujący, powodujący czarne myśli, bezustanne oczekiwanie na coś złego - to strach zły, trzeba mu przeciwdziałać. (...) podobnie jest ze strachem, który wynika z niskiej samooceny. nic nie jest warte towarzystwo, o które musimy nieustannie zabiegać, które nie daje nam żadnego wsparcia. lepiej rozejrzeć się za jakąkolwiek inną bratnią duszą lub nauczyć się spędzać czas samemu, niż bez przerwy bać się, że przestaniemy być lubiani i akceptowani. takie lęki nie prowadzą do niczego dobrego"
jasna cholera, dlaczego ja wszędzie muszę widzieć teksty o sobie?
jest źle. co tu dużo gadać, jest beznadziejnie. nie nadaję się, kruszę się, sypię, łamię. nie chcę istnieć, nie chcę patrzeć na to wszystko. mam dość, mam bardzo dużo dość. codziennie zakładam pieprzoną maskę i idę do szkoły, udając, że wszystko jest w porządku, że przecież pasuje mi taki stan rzeczy. nie mam kurwa nikogo, i sobie tak, kurwa, nie radzę sobie z tym. nie, wbrew wszystkiemu, NIE JESTEM silna i nie mam silnego charakteru, I NIE DAJĘ RADY iść przez życie bez nikogo, wiecznie na ostatnim miejscu. to jest tak trudno, okazać wsparcie? to na prawdę wcale nie widać, że ja każdego dnia walczę żeby wytrzymać te kilka godzin i nie rozryczeć się w głos?
pierwszy raz, cholera jasna. pierwszy raz myślę realnie o zrobieniu sobie czegoś. co wy wszyscy ze mną zrobiliście? wiecie, co zrobiliście? nie wiecie, nawet sobie kurwa nie zdajecie z tego sprawy. nie mogę codziennie tam chodzić i patrzeć na wasze twarze. rzygam wami, wami całymi i oddałabym wszystko, żeby móc wykasować wszystkie wspomnienia, a najlepiej urodzić się jako ktoś inny. najlepiej jako ktoś szczęśliwy. roses are red, violets are blue, i wish i had no depression, pizda, kurwa, chuj.
nie umiem. nie, nie umiem się zabić, bo nie mam odwagi. nie mam jebanej odwagi się powiesić, podciąć sobie żył, ani nawet łyknąć proszków. z resztą, nawet nie wiem jakich, ile, i skąd je wziąć. ha, ciekawe. ciekawe, jaka byłaby reakcja. "ona? ona się zabiła? jak to? dlaczego? przecież, przecież ona była zawsze taka uśmiechnięta, taka fajna! tak ją wszyscy lubiliśmy!" czy może "ona? no tak, nie spodziewałem/łam się. zawsze była jakaś dziwna, dobrze, że jej nie ma". cóż, z resztą co mi szkodzi. chcę szpital. gdybym miała wystarczająco odwagi, żeby nie jeść nic dwa dni - bardzo chętnie. boże, proszę, błagam. pozwól mi wylądować na oddziale, pozwól mi zobaczyć, czy ktoś przyjdzie. a jeśli nikt nie przyjdzie, to ześlij na mnie jakiś cholerny grom, żebym zniknęła, bo ja już nie daję rady. czemu ja? dlaczego to ja mam mieć tak w życiu ciężko?
spotkałam dzisiaj na ulicy mojego kuzyna. szedł na pociąg. student, wrócił właśnie z Paryża. pełna kulturka. czy jest szczęśliwy? nie wiem, nie jestem z nim tak blisko, żeby zapytać. a chciałabym. słyszałam, że wybiera się do Londynu. niech mnie w takim razie zabierze. tak. pozwólcie mi umrzeć w londynie.
tak, ty jesteś infantylna. i ty też, ty też, i ty też. niszczycie mnie od środka, i nawet o tym nie wiecie.
cóż. może kiedyś przyjdzie wam to głowy. może na moim pogrzebie?
- ciągle porównuję się z koleżankami i widzę, że one są fajniejsze, mądrzejsze, ładniejsze - zwierza się m. - maję lepiej pod wieloma względami. a ja cały czas muszę się starać, żeby o mnie nie zapomniały, jak gdzieś idą czy coś robią. wiem, że im nie zależy na moim towarzystwie, że tylko mnie akceptują. wolałabym mieć grono dobrych przyjaciół (...), ale na razie jest tak, jak jest. i ciągle się boję, że one zobaczą, jaka jestem nijaka, że udaję fajną, a tak na prawdę nie warto się ze mną kolegować. i że mnie odrzucą, a ja będę sama. tego najbardziej się boję. każdego dnia kilka razy sprawdzam na GG, w komórce i na face, czy nie ma jakiś informacji od kogoś. muszę być na bieżąco, bo nikt nie pofatyguję się, żeby mnie o czymś poinformować. czy strach który odczuwa m., jest naturalny? (...)
strach paraliżujący, powodujący czarne myśli, bezustanne oczekiwanie na coś złego - to strach zły, trzeba mu przeciwdziałać. (...) podobnie jest ze strachem, który wynika z niskiej samooceny. nic nie jest warte towarzystwo, o które musimy nieustannie zabiegać, które nie daje nam żadnego wsparcia. lepiej rozejrzeć się za jakąkolwiek inną bratnią duszą lub nauczyć się spędzać czas samemu, niż bez przerwy bać się, że przestaniemy być lubiani i akceptowani. takie lęki nie prowadzą do niczego dobrego"
jasna cholera, dlaczego ja wszędzie muszę widzieć teksty o sobie?
jest źle. co tu dużo gadać, jest beznadziejnie. nie nadaję się, kruszę się, sypię, łamię. nie chcę istnieć, nie chcę patrzeć na to wszystko. mam dość, mam bardzo dużo dość. codziennie zakładam pieprzoną maskę i idę do szkoły, udając, że wszystko jest w porządku, że przecież pasuje mi taki stan rzeczy. nie mam kurwa nikogo, i sobie tak, kurwa, nie radzę sobie z tym. nie, wbrew wszystkiemu, NIE JESTEM silna i nie mam silnego charakteru, I NIE DAJĘ RADY iść przez życie bez nikogo, wiecznie na ostatnim miejscu. to jest tak trudno, okazać wsparcie? to na prawdę wcale nie widać, że ja każdego dnia walczę żeby wytrzymać te kilka godzin i nie rozryczeć się w głos?
pierwszy raz, cholera jasna. pierwszy raz myślę realnie o zrobieniu sobie czegoś. co wy wszyscy ze mną zrobiliście? wiecie, co zrobiliście? nie wiecie, nawet sobie kurwa nie zdajecie z tego sprawy. nie mogę codziennie tam chodzić i patrzeć na wasze twarze. rzygam wami, wami całymi i oddałabym wszystko, żeby móc wykasować wszystkie wspomnienia, a najlepiej urodzić się jako ktoś inny. najlepiej jako ktoś szczęśliwy. roses are red, violets are blue, i wish i had no depression, pizda, kurwa, chuj.
nie umiem. nie, nie umiem się zabić, bo nie mam odwagi. nie mam jebanej odwagi się powiesić, podciąć sobie żył, ani nawet łyknąć proszków. z resztą, nawet nie wiem jakich, ile, i skąd je wziąć. ha, ciekawe. ciekawe, jaka byłaby reakcja. "ona? ona się zabiła? jak to? dlaczego? przecież, przecież ona była zawsze taka uśmiechnięta, taka fajna! tak ją wszyscy lubiliśmy!" czy może "ona? no tak, nie spodziewałem/łam się. zawsze była jakaś dziwna, dobrze, że jej nie ma". cóż, z resztą co mi szkodzi. chcę szpital. gdybym miała wystarczająco odwagi, żeby nie jeść nic dwa dni - bardzo chętnie. boże, proszę, błagam. pozwól mi wylądować na oddziale, pozwól mi zobaczyć, czy ktoś przyjdzie. a jeśli nikt nie przyjdzie, to ześlij na mnie jakiś cholerny grom, żebym zniknęła, bo ja już nie daję rady. czemu ja? dlaczego to ja mam mieć tak w życiu ciężko?
spotkałam dzisiaj na ulicy mojego kuzyna. szedł na pociąg. student, wrócił właśnie z Paryża. pełna kulturka. czy jest szczęśliwy? nie wiem, nie jestem z nim tak blisko, żeby zapytać. a chciałabym. słyszałam, że wybiera się do Londynu. niech mnie w takim razie zabierze. tak. pozwólcie mi umrzeć w londynie.
tak, ty jesteś infantylna. i ty też, ty też, i ty też. niszczycie mnie od środka, i nawet o tym nie wiecie.
cóż. może kiedyś przyjdzie wam to głowy. może na moim pogrzebie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)